*ELEUTHERYZM* 3 ZASADA
ASYMETRIA
Wczoraj
cały ranek zastanawiałam się nad harmonią. (Przy założeniu, że
harmonia jest stanem równowagi, czymś stałym, balansem, symetrią.)
Czy harmonia jest realna (pewnik) czy jest wykwitem mego umysłu (myśl/emocja), czy jest ideą narzuconą z zewnątrz przez innych ludzi (absurd)? A wyszłam od problemu TW! :-))) Mam cały czas świadomość nierówności, asymetrii świata. Są piękni i bogaci oraz chorzy i brzydcy. Zawsze tak było, jest i będzie. Nie ma balansu. A jednak go szukam. Tej harmonii. Dlaczego?
Skoro z zasady świat jest chaotyczny, nierówny, to nie może w nim być harmonii. Czyli wynikałoby z tego, że szukam św. Graala! :-))) No to skąd ta potrzeba? Czy to jest naturalne czy sztuczne? Czy każdy dąży do równowagi? Drzewo, człowiek, karaluch? Wyraźnie widać, że jest zaburzona symetria - jest więcej powiedzmy rosomaków w jednym lesie, a w innym miejscu planety w ogóle ich nie ma; to samo z ludźmi: szaraków w blokasach jest więcej niż unikatów w willach. Dobrze. Czy dążenie w takim razie do harmonii wynika z zaburzenia jej? Czy jest to mój subiektywny osąd? Na pewno zaburzony balans wyzwala chęć powrotu do równowagi. Czyli cholera zawsze jest to jakaś ocena, wartość. Czuję, myślę, że jest nierówność (i krew mnie zalewa:-))) ) i dlatego działam, aby ją przywrócić. Oczywiście zawsze obiektywnie istnieje ta nierówność. Jeden człowiek ma wiele talentów, drugi jeden i to dziwaczny, mało użyteczny typu robi 100 pompek w sekundę. W jednym państwie są ogromne złoża ropy, w drugim nie ma ich wcale, itd. Ta dysproporcja istnieje realnie. Fakt. Istnieje wieczna asymetria. Symetria jest iluzją. Ideą.
Ok. Harmonia nie jest czymś naturalnym. To wartość, którą sobie wymyśliliśmy, jak bogów i państwo. Dążymy do harmonii, bo widzimy (empiryczne dowody i wnioskowanie) nierówność. I odczuwamy nieprzyjemność. O tak! :-))) Odczuwamy nieprzyjemność z czystego egoizmu zresztą. Jak to? Kowalski ma, a ja nie! :-)))
Ale... jak mamy harmonię (iluzoryczną-to co uznajemy za harmonię), to natychmiast dążymy do zmiany. Czyli zasadą jest sama zmiana, czyli ruch, czyli inność. Wieczny proces.
Kolejne pytanie: czy wielorakość jest harmonią? Przykład: z jednej strony, jestem z jednym mężczyzną w związku, czyli teoretycznie w harmonii (jest ok, miłość kwitnie itd.), ale z drugiej strony jest tylu innych mężczyzn, którzy są tak samo lub bardziej lub mniej (to relatywne) godni mej miłości i bycia z nimi. Skupiam się tylko na 1 facecie, więc też jest to asymetria i to totalna, bo 1=/ <znak nierówności tutaj> 3 miliardy ! :-))) Koniecznym jest więc powrót do równowagi, czyli chociażby jakiś 1 milion nowych mężczyzn! :-))) I to też jest iluzja, bo jak tu jednocześnie, a nawet po kolei być z 3 miliardami mężczyzn! Czyli wynika z tego, że wielorakość jest jakąś harmonią, ale jest niemożliwa do spełnienia.
Nie ma symetrii, jest asymetria. Inaczej harmonia jest nienaturalna, dysharmonia naturalna.
Czy harmonia jest realna (pewnik) czy jest wykwitem mego umysłu (myśl/emocja), czy jest ideą narzuconą z zewnątrz przez innych ludzi (absurd)? A wyszłam od problemu TW! :-))) Mam cały czas świadomość nierówności, asymetrii świata. Są piękni i bogaci oraz chorzy i brzydcy. Zawsze tak było, jest i będzie. Nie ma balansu. A jednak go szukam. Tej harmonii. Dlaczego?
Skoro z zasady świat jest chaotyczny, nierówny, to nie może w nim być harmonii. Czyli wynikałoby z tego, że szukam św. Graala! :-))) No to skąd ta potrzeba? Czy to jest naturalne czy sztuczne? Czy każdy dąży do równowagi? Drzewo, człowiek, karaluch? Wyraźnie widać, że jest zaburzona symetria - jest więcej powiedzmy rosomaków w jednym lesie, a w innym miejscu planety w ogóle ich nie ma; to samo z ludźmi: szaraków w blokasach jest więcej niż unikatów w willach. Dobrze. Czy dążenie w takim razie do harmonii wynika z zaburzenia jej? Czy jest to mój subiektywny osąd? Na pewno zaburzony balans wyzwala chęć powrotu do równowagi. Czyli cholera zawsze jest to jakaś ocena, wartość. Czuję, myślę, że jest nierówność (i krew mnie zalewa:-))) ) i dlatego działam, aby ją przywrócić. Oczywiście zawsze obiektywnie istnieje ta nierówność. Jeden człowiek ma wiele talentów, drugi jeden i to dziwaczny, mało użyteczny typu robi 100 pompek w sekundę. W jednym państwie są ogromne złoża ropy, w drugim nie ma ich wcale, itd. Ta dysproporcja istnieje realnie. Fakt. Istnieje wieczna asymetria. Symetria jest iluzją. Ideą.
Ok. Harmonia nie jest czymś naturalnym. To wartość, którą sobie wymyśliliśmy, jak bogów i państwo. Dążymy do harmonii, bo widzimy (empiryczne dowody i wnioskowanie) nierówność. I odczuwamy nieprzyjemność. O tak! :-))) Odczuwamy nieprzyjemność z czystego egoizmu zresztą. Jak to? Kowalski ma, a ja nie! :-)))
Ale... jak mamy harmonię (iluzoryczną-to co uznajemy za harmonię), to natychmiast dążymy do zmiany. Czyli zasadą jest sama zmiana, czyli ruch, czyli inność. Wieczny proces.
Kolejne pytanie: czy wielorakość jest harmonią? Przykład: z jednej strony, jestem z jednym mężczyzną w związku, czyli teoretycznie w harmonii (jest ok, miłość kwitnie itd.), ale z drugiej strony jest tylu innych mężczyzn, którzy są tak samo lub bardziej lub mniej (to relatywne) godni mej miłości i bycia z nimi. Skupiam się tylko na 1 facecie, więc też jest to asymetria i to totalna, bo 1=/ <znak nierówności tutaj> 3 miliardy ! :-))) Koniecznym jest więc powrót do równowagi, czyli chociażby jakiś 1 milion nowych mężczyzn! :-))) I to też jest iluzja, bo jak tu jednocześnie, a nawet po kolei być z 3 miliardami mężczyzn! Czyli wynika z tego, że wielorakość jest jakąś harmonią, ale jest niemożliwa do spełnienia.
Nie ma symetrii, jest asymetria. Inaczej harmonia jest nienaturalna, dysharmonia naturalna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz