*ELEUTHERYZM*
JA
Ja. Czyli ja. :-))) Wielopiętrowa ja. Persony. Complicated ja. Części mojego ja. Nie jestem jednowymiarowa. Mam wiele zakamarków, sfer, szufladek. W każdej z nich jest cząstka mnie. Nie jestem TAKA czy ŚMAKA. Jestem różna, i taka, i taka, i taka, i taka, i taka jednocześnie. Jestem technikolor. W ciapki i pręgi, jak lamparcica. :-))) Jestem całością podzieloną. Stonogą. Geniuszem i dzieckiem. Predatorem i altruistą. Tego kogo opisuję jest mną (no też nie do końca). Jestem tym, kogo opisuję.
Człowiek wydaje się nieskończonością, niby go znasz, a tu hop: nowe horyzonty, nowa twarz, Rów Mariański, prekambr do plejstocenu, babuszka z Moskwy mająca 40 istnień. Zapominamy często, że człowiek nie jest jakiś jeden konkretny cały czas. Codziennie przez 80 lat ten sam. Stary profesor, matka Polka, młody artysta, wielka gwiazda. Otóż nie! Dla Pana X jestem taka, w tym konkretnym dniu, dla Pani Y jestem inna w innej chwili mojego życia. Przeznaczenie, splot przyczyn sprawia, że właśnie w tym momencie mam dobry lub zły humor, czynię mądrą lub głupią uwagę, wyglądam ładnie lub brzydko, jestem słaba lub silna, reaguję przyjacielsko lub agresywnie. Dlatego odbiór tej samej osoby przez wielu ludzi może być tak różny. Stąd to wieczne uskarżanie się na naszą kapryśność. My ludzie nie kaprysimy, my tacy jesteśmy, tylko osoba, z która właśnie przebywamy tego jeszcze nie zauważyła. Już nie wspominam o tak spektakularnych przemianach jak żebraczki w księżniczkę i mędrca w głupka. Także uwaga, nie przypinajmy sobie etykietek!
Odkąd wiem, że ja to ja, odkąd powstała moja samoświadomość, inaczej VARSAVA, zmieniło się fundamentalnie moje nastawienie do innych, do siebie, do świata. Nie ma dwóch ja, kiedy myślimy ja, mamy na myśli wyłącznie siebie. Ta separacja od reszty jest niezwykle przyjemna i jednocześnie intrygująca. Ja to nie on, ja to nie one. Ja to ja. Ja to istota żywa. To podstawowa subiektywność. Subiektywne odczucia, myśli, czyny. Pomimo wszelkich naszych starań byliśmy, jesteśmy i będziemy subiektywni, bo nie potrafimy wejść w drugiego człowieka, nie mówiąc już o innej istocie żywej. Postrzegamy rzeczywistość przez pryzmat naszego ja. Jesteśmy jedni jedyni. Niepowtarzalni, wyjątkowi, magiczni. :-)))
Człowieczość nie zna granic. Jedność w wielości jak Trójca Święta. Wielowymiarowość. I każde ja, każda część ciągnie w swoją stronę. Wszyscy jesteśmy po trosze schizofrenikami. Nie realizujemy się nawet w 20 % na tym najlepszym z możliwych światów, jak twierdził Wolter. Freud zauważył: "życie psychiczne jest terenem walk i zamieszek tendencji przeciwstawnych". O ile jego obsesja na punkcie sexu jest idiotyczna, to akurat tutaj ma wielką racyję. Chcę wszystkiego, chcę doświadczyć jednocześnie wszystkiego, chociaż wiem, że to niemożliwe. Chcę kilku różnych ja, kilku różnych żyć, nawet kilku różnych światów. Nie chcę wybierać, każdy wybór jest już ograniczeniem. Jak zrobię jedno, nie mogę uczestniczyć w drugim. Frustracja z powodu braku czasu, braku możliwości, braku rozsześciorzenia się jest ogromna.
Nigdy nie myślałam o sobie "kobieta". Zawsze: ja. Ja to, ja tamto. Ja. Ewentualnie: "człowiek", "istota ludzka". Ja to ja. Łapię się czasem na tym, że mruczę: "No tak, te baby!" i "Typowe dla faceta!", jakbym nie miała płci. Biologicznie jestem kobietą, co można stwierdzić na podstawie świadectwa urodzenia oraz organoleptycznie. :-))) Chociaż do końca nie wiem czy mam XX, a może XXYY? W każdym razie nigdy nie miałam problemów z określeniem swojej płci w rubrykach do tego przeznaczonych, no i z jej akceptacją. Ale jakie to ma znaczenie?
Także nie dość, że ja walczę ze sobą na wielu frontach, to na dodatek ludzie i świat walczy ze mną na wielu frontach. Jak można od tego nie zwariować??? :-)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz